niedziela, 11 grudnia 2011

Wykonanie systemu informacji pasażerskiej na stacjach Warszawa Wschodnia/ Warszawa Stadion oraz Warszawa Zachodnia/Warszawa Wola

Znakomicie - koleje rozpędzają się z wdrażaniem systemów informacji pasażerskiej. Wydawać by się mogło, że należy się tylko cieszyć. Z radością przywitam te systemy. Jednak sposób, w jaki się do tego zabrano powoduje, że jest kolejny powód do narzekania.

Niedawno pisałem, że cieszę się z powodu systemu, który będzie wdrażany na Centralnym. W dokumentach do tamtego przetargu można było wyczytać, że na razie chodzi o Centralny, ale system ma umożliwiać rozszerzenie na cały węzeł warszawski. Autorem tamtego przetargu była spółka PKP SA, Oddział Dworce Kolejowe. Warto przy okazji zaznaczyć, że to nie to samo co spółka Dworzec Polski.

Teraz przetarg ogłosiły PKP PLK SA. Wydaje się, że przetarg swym zakresem pokrywa się częściowo z tym poprzednim w tym sensie, że mowa tutaj o stacjach Warszawa Wschodnia, Stadion, Zachodnia, Wola. Domyślam się, że stacje te należą do węzła warszawskiego. Funkcjonalność z punktu widzenia pasażera ma być podobna.

Informacje można znaleźć w serwisie przetargowym PKP PLK SA. Przetarg ma identyfikator "IRO1ZAe-216-29/11" oraz tytuł "Wykonanie systemu informacji pasażerskiej na stacjach Warszawa Wschodnia/ Warszawa Stadion oraz Warszawa Zachodnia/Warszawa Wola".

W przetargu określone zostały wymagania dotyczące wdrażanego systemu. Brzmią one inaczej niż w przypadku poprzedniego przetargu. Nie wiadomo, czy systemy będą kompatybilne. Dokumenty pisały prawdopodobnie zupełnie różne zespoły, ponieważ różnią się one znacząco i w treści, i w formie. Dokumenty wydają się nieprecyzyjne i chaotyczne. Do tego oczywiście zostanie jeszcze dołożona po raz kolejny infrastruktura serwerowa. Mocy obliczeniowej i różnorodności w systemach będzie tyle, że do Euro 2012 zyskają one samoświadomość.

Polecam przeczytać pytania i odpowiedzi do przetargu. Jest ich całe mnóstwo. Obszerność dokumentów wynika między innymi z tego, że po drodze zmieniono zdanie odnośnie licencjonowania oprogramowania, które ma powstać. Ciekawsze są jednak fragmenty sugerujące, że potencjalnym wykonawcom ciężko będzie oszacować koszty. W dokumencie "Odpowiedzi na pytania-30.11.2011r" można wyczytać, że prace będą odbywać się na terenie należącym do różnych właścicieli (pytanie 27.). Nie wiadomo tak naprawdę, czy ci właściciele są przygotowani do nadchodzących prac (pytanie 28.). Najlepsze jednak kawałki dotyczą poważnego niedoinformowania samego zamawiającego w zakresie wnętrzności pola bitwy. Pytanie 30. to przygrywka. W odpowiedzi 34. potencjalny wykonawca odsyłany jest do właścicieli istniejącej infrastruktury (czyli właściwie kogo?) oraz do Kolejowego Ośrodka Dokumentacji Geodezyjnej po archiwalne mapy. Oprócz tego okazuje się, że zostało oddzielnie zlecone (nie wymieniono identyfikatora przetargu) wykonanie map do celów projektowych. Niestety, jeśli wszystko dobrze pójdzie, to mapy będą dostępne w połowie stycznia. Tymczasem otwarcie ofert jest już (po przesunięciu) 12. grudnia. Dla mnie to jest kpina.

Przez tyle lat na Zachodnim trzeba było nasłuchiwać komunikatów głosowych, bo tablic tam brak. Czasem brakowało nawet rozkładów papierowych. Jaśnie państwo obudzili się, że w sumie to może by się takie cudo przydało, bo inaczej na Euro będzie wstyd. Ciekawe, ile będzie miał ten sprzęt szansę podziałać -- to tak w kontekście tego drugiego przetargu oraz planowanej przebudowy Zachodniego.

Edit @ Sat, 24 Dec 2011 15:29:33 +0100

Oferty wyglądają następująco:

15 mlnTK Telekom + SOLARI DI UDINE SPA
23 mlnPKP Informatyka + KZŁ

Przy okazji można przypomnieć, jak wyglądały (pierwsze trzy) oferty do poprzedniego przetargu:

5 mlnSOLARI DI UDINE SPA + LUXMAT - TELECOM
8 mlnPKP Informatyka + KZŁ
11 mlnTK Telekom

Firma SOLARI DI UDINE SPA ponownie próbuje swych sił. Być może tym razem wygra z PKP Informatyka. Tak czy tak, część zlecenia zrobi ktoś z rodziny PKP, bo przecież i TK Telekom do niej należy.

Edit @ Mon, 16 Jan 2012 23:16:18 +0100

Jak donosi Rynek Kolejowy oraz Kurier Kolejowy - podpisano umowę z konsorcjum TK Telekom + SOLARI DI UDINE SPA.

czwartek, 29 września 2011

Nie czyszczę fug szczoteczką

W nawiązaniu do lamentu w Wyborczej zamieszczam list wysłany redakcji.


W artykule skupili się Państwo na ludziach, którzy popełnili bardzo poważny błąd wybierając kierunek studiów. Masowa produkcja menedżerów i psychologów trwa od lat, a absolwenci nadal wydają się być zdziwieni, że jest ich za dużo i są niepotrzebni.

Wydaje się również, że z jakiejś przyczyny nie docenia się dziś prostej pracy. Mało kto chce być stolarzem czy spawaczem. I nie chodzi tu o zaprzyjaźnionego pana Heńka, który za flachę zbije dwie deski i przyspawa rurkę do innej rurki. Chodzi o fachowców. Stolarza, który zrobi stół trwalszy niż wiórki sklejone śliną w IKEI. Panuje dziwna moda na produkcję konsultantów, menedżerów, ludzi, którzy mają doradzać innym, choć w zasadzie nie ma to kompletnie sensu. Oczywistym jest, że osoba bez doświadczenia zawodowego nie ma szans poprawnie wykonywać takiego zawodu. Wydaje mi się, że doradzać można tylko w tematach, o których coś się wie. Tzn. najpierw zdobywa się rzetelną wiedzę techniczną, medyczną czy jakąkolwiek inną, którą można wykorzystać do wytworzenia rzeczywistego nowego dobra. Doradztwo powinno być jedynie pobocznym następstwem wcześniejszej pracy. Niejako emeryturą, gdy ponowne wykonywanie tej samej czynności staje się nudne, a doświadczenie pozwala na wyrecytowanie z pamięci metod i procedur oraz ulepszanie ich.

Skończyłem informatykę na Politechnice Warszawskiej. Oprócz dyplomu worki pod moimi oczami kryją kawał wiedzy, którą zdobywałem samodzielnie przez te kilka lat, a właściwie od czasów liceum. Problemów ze znalezieniem pracy nie miałem. Podobnie zresztą jak koledzy. Pracujemy w zawodzie od pierwszego pracodawcy. Pierwszą pracę na pół etatu podjąłem już na studiach.

Oczywiste jest, że nie każdy ma być informatykiem. Chodzi o to, by wybierać studia, po których jest się w stanie cokolwiek wytworzyć. Inaczej już niedługo menedżerowie nie będą mieli czym zarządzać, czyli przetwarzać.

Osobną kwestią są statystyki dotyczące zarobków. Wydają się niesamowicie zawyżone. W branży IT rzeczywiście często zarabia się powyżej średniej krajowej. Z drugiej jednak strony nie widzę możliwości, by za taką pensję jednocześnie wynająć mieszkanie, żywić się w miarę przyzwoicie i odkładać pieniądze na przyszłą emeryturę (bo na państwową nikt przy zdrowych zmysłach nie liczy).

Nad wspomnianymi młodymi ludźmi, jeśli w ogóle istnieją i nie wymyślili ich Państwo, nie ma sensu się znęcać. Chociaż trudno byłoby mi się powstrzymać przed stwierdzeniem, że skupiają się Państwo na pierdołach, zamiast na prawdziwym powodzie ich problemów. Opowieść o paznokietkach i pogaduchach z psiapsiółkami? Poważnie, to ma być artykuł o rynku pracy?

Napisali Państwo właściwie tekst propagandowy. Przydałaby się raczej statystyka, jakie wykształcenie daje duże szanse na pracę oraz które szkoły produkują absolwentów pracujących w wyuczonym zawodzie. Odnośnie wypowiedzi w artykule, że winny jest też rząd, można rzec, że rząd w zasadzie mówi po prostu to, co ludzie chcą usłyszeć. Sami obywatele muszą w końcu zrozumieć, że produkowanie nic nieznaczących papierów prowadzi do katastrofy -- osobistej i państwowej.

Mieszkam w Warszawie. Mieszkanie wynajmuję z trzema kolegami na Ursusie. Poruszam się transportem publicznym, samochodu nie posiadam. Zdobywam pierwsze szlify, które w przyszłości być może pozwolą mi również doradzać.

czwartek, 22 września 2011

System Informacji Dynamicznej Pasażerskiej (SIDP) dla Dworca Kolejowego Warszawa Centralna

Z radością przyjąłem informację, że PKP Dworce Kolejowe zamierza wprowadzić System Informacji Dynamicznej Pasażerskiej (SIDP) dla Dworca Kolejowego Warszawa Centralna, a w przyszłości również na okolicznych 30 stacjach i przystankach Warszawskiego Węzła Kolejowego.

System ma działać po około 6 miesiącach od momentu podpisania umowy.

Duża radość, mam nadzieję, że system zadziała. Ideowo ma stanowić rozszerzenie już działających udogodnień dla pasażerów. Mają być nowe tablice w hali głównej i na peronach. Podstawową zaletą nowego systemu ma być uwzględnianie rzeczywistej sytuacji na torach -- mają być czujniki, które pozwolą określić, czy pociąg już wjechał/odjechał na/z peronu. W tej chwili na Centralnym stoją terminale wyświetlające informacje o opóźnieniach i zmianach peronów -- tę funkcję ma uwzględnić i nowy system. Miejmy nadzieję, że precyzja informacji będzie większa niż obecnie. Oprócz tego zapowiedzi czytane przez automat, informacja o układzie wagonów oraz ich rozmieszczeniu w sektorach.

Ekrany mają być sterowane przy pomocy komunikacji kablami dwużyłowymi, preferowana technologia VDSL2. W tym ma być opakowane TCP/IP. Dodatkowo zdalne sterowanie z wykorzystaniem VPN. W samej serwerowni i sterowni Ethernet. Preferowany Linux.

W cenie postawienie serwera NTP (system ma działać wg czasu urzędowego lub innego zegara atomowego).

W infokioskach ma działać też kolejny system wyszukiwania połączeń. Chociaż część danych będzie pewnie korespondować z tym, co posiada HAFAS, to jednak ten opóźnień nie uwzględnia. Nowy system, by być naprawdę użytecznym, musiałby przerosnąć HAFAS, co jest wątpliwe, biorąc pod uwagę, że wyszukiwarka nie jest czymś, co przebija się najsilniej z OPZ. Poza tym SIDP powinno interesować to, co dzieje się z pociągami jadącymi przez Warszawę i okolice, w związku z czym dla dalszych podróży pewnie nadal trzeba będzie użyć systemu HAFAS.

Opis zamawianego systemu wydaje się mało dokładny. Można było pokusić się o jakieś przejrzyste graficzne schematy współdziałania baz danych, w szczególności w kontekście eksportu dla operatora i jego poprawek na gorąco.

Dokumenty zawierają też dziwaczne definicje technologii LCD i TFT oraz niedookreślone hasła "wav" czy "prosta grafika w formacie bmp".

Najbardziej martwiącym elementem (jak zwykle w przetargach) jest kryterium wyboru oferty. Tradycyjnie 100% punktów za cenę. Martwi to o tyle, że najtańsza oferta opiewa na ok. 5 mln PLN, a najdroższa na 15 mln PLN. Spora różnica.

Edit @ Sun, 11 Dec 2011 00:47:27 +0100
Okazało się, że przetargu nie wygrało jednak konsorcjum, które zaproponowało najniższą cenę. Stało się tak po odwołaniu do Krajowej Izby Odwoławczej. Aktualnie wygranym jest konsorcjum PKP Informatyka i KZŁ Sp. z o.o.

środa, 29 grudnia 2010

Narodowy Szyfrator

Wstęp

Dziś media przywitały mnie doniesieniem, iż Polska dysponuje bronią ostateczną. Wunderwaffe wyprodukowana została przez WAT do spółki z WASKO SA. Ma być czymś na miarę współczesnej Enigmy. Chociaż urządzenie rzeczywiście może być dobre, to media mam wrażenie przesadzają i nakręcają się niepotrzebnie. Tym samym wg mnie szkodzą. W tym artykule nie ma nic szczególnie odkrywczego, ale a nuż urodzi się z tego ciekawsza dyskusja niż na forum gazety.pl :)

Jak zwykle w takich sytuacjach, można spotkać opinie, że pudełko jest bezpieczne m.in. dlatego, że zastosowane metody kryptograficzne są tajne. Powszechnie uważane za bezpieczne RSA i AES są jawne. Za to karty MIFARE są super tajne.

Utrzymanie w tajemnicy konstrukcji pewnie rzeczywiście spowoduje, że atakujący będzie musiał zakupić więcej skrzynek do testów, by w końcu się dostać do środka nie powodując utraty klucza.

Najpełniejszy obraz tego, co siedzi w środku, póki co dały mi dwa wywiady:

  • radiowy - z panem Jerzym Gawineckim, który jest mózgiem operacji,
  • wideo - z panem Krzysztofem Mańkiem oraz Jerzym Gawineckim.

Pierwszy zgrałem z radia i udostępniłem. Mam nadzieję, że nie łamię przy okazji prawa.

Drugi dostępny jest na stronie gazety.pl.

Na podstawie wywiadów...

Argumentem za użyciem takiego urządzenia ma być m.in. niedawny przypadek wielkiego wycieku danych do Wikileaks. Tak mówi pan Gawinecki w wywiadzie wideo. Obawiam się jednak, że to nie był problem technologii, ale sposobu obchodzenia się z tajnymi danymi. Co jest bliższe wersji przedstawianej przez tego samego człowieka w wywiadzie radiowym. Chociaż sprzętowa kryptografia, o ile wiem, może być bezpieczniejsza niż realizowana przy pomocy PCeta.

Jakiś szyfr asymetryczny w środku wykorzystuje krzywe eliptyczne. Martwi nieco stwierdzenie, że użyto tajnych "własnych koncepcji (bezpiecznych) opartych na krzywych eliptycznych". Wywiad sugeruje, że algorytmu nie widział nikt spoza WAT.

Użyty szyfr symetryczny to AES-256. Też można się zastanawiać, czy modyfikacja względem "wadliwej" realizacji NSA nie powoduje innych nowych możliwości ataku.

Co do FPGA - może jest to jakaś nowość ze względu na konkretnie tu użyty sprzęt. Bo samo FPGA w kryptografii nie jest nowe. Mój współlokator w ramach pracy inżynierskiej realizował taki projekt. Z radości - dzięki FPGA można przeprogramować urządzenie, by realizowało jakikolwiek inny algorytm.

Propozycja, by pan redaktor łączył się z bankiem przy pomocy tego urządzenia po drodze nie wydaje się szczególnie dobra. I tak najsłabszym ogniwem byłby sam system operacyjny pana redaktora. A póki co mechanizmy kryptograficzne zaimplementowane w przeglądarkach powinny wystarczyć.

niedziela, 28 listopada 2010

Bank BPH - kilka powodów, by nie mieć tam konta

Współpraca

Tym razem chciałbym się podzielić wrażeniami z posiadania oraz pozbywania się konta w banku BPH.

Kilka lat temu założyłem konto Student w BPH. Akurat obowiązywała promocja polegająca na tym, że prowadzenie konta kosztowało 0 PLN. Chociaż był oczywiście haczyk. Od posiadacza bank wymagał wpływów w wysokości minimum 50 PLN miesięcznie. W przeciwnym wypadku mógł ukarać klienta kwotą liczoną w tysiącach PLN. I co to znaczy, że bank może mnie ukarać? To jest konkretny regulamin, czy go nie ma?

Chociaż klauzula ta brzmiała szatańsko, to 50 PLN nie jest jednak kwotą szczególnie wygórowaną.

Wtedy jeszcze korzystałem z systemu operacyjnego z okienkiem w logo. Światły dział informatyczny banku zadbał przede wszystkim o takich klientów. By dokonać przelewu przy pomocy przeglądarki Firefox, należało zainstalować magiczny dodatek od BPH służący do podpisywania przelewów. Już było zabawnie.

Jednak prawdziwa rozrywka zaczęła się po zmianie systemu na GNU/Linux. W tym przypadku przede wszystkim potrzebna była Java. Ponieważ szczerze nie znoszę środowiska programistów Javy, już na powitanie był powód, by pod nosem wydać z siebie kilka niecenzuralnych fraz.

Jak każdy programista Javy wie, język ten jest wszechstronny, szybki i przenośny. Dlatego właśnie na systemie skonfigurowanym z locales na pl_PL.utf8 nie dało się wykonać przelewu. Okazało się, że cały ten syf działa dopiero po ustawieniu locales na latin-2. Żeby jeszcze było to napisane w instrukcji...

Z biegiem miesięcy robiło się coraz lepiej. Po którejś aktualizacji oprogramowania utraciłem możliwość wykonywania przelewów. Aplikacja Javowa po prostu zawieszała mi Firefoksa. Zacząłem więc szukać jakiegoś zestawu wersji programów, dla którego wykonanie przelewów jednak mogło się udać. Okazało się, że Opera 9 + Java 1.5 jest takim zestawem. Warto wspomnieć, że w tym czasie Opera 10 i Java 1.6 nie były świeżynkami.

Jako anegdotkę można wspomnieć fakt, że w międzyczasie z panelu internetowego zniknęła mi karta płatnicza, chociaż nadal działała i jak najbardziej obciążała mi konto.

Likwidacja

Pewnego dnia okazało się, że pewnie niedługo skończę jednak studia i pewnie przestając być studentem naruszyłbym jakiś punkt umowy z bankiem. Postanowiłem więc, że zakończę współpracę. Założyłem konto u konkurencji. Nadszedł więc czas na zerwanie umowy i wyniesienie pieniędzy.

Wniosek trzeba było złożyć w placówce. Zdaje się, że istotne było, bym złożył wniosek koniecznie w tej placówce, gdzie konto zakładałem. Szczęśliwie dojazd nadal jest dogodny.

Przyszedłem więc do placówki i zakomunikowałem, że chciałbym zakończyć współpracę. Dostałem do podpisania wniosek. Pani trochę sobie poklikała i postukała w klawiaturkę. Dosłownie kilka sekund po tym jak stwierdziła, iż dokonało się dzieło, wysiadł w placówce prąd. Gdy nóżka powija się takim tandeciarzom, mą głowę zalewają endorfiny. Jednak z drugiej strony... Przecież to placówka w centrum Warszawy, a nie mają sprawnych UPSów?! Grubo. Za chwilę komputery zaczęły się z powrotem włączać. Wszystkie z systemem, którego nazwy nie wymienię, a jakże -- wiadomo przecież, że jest najbezpieczniejszy na świecie i warto go użyć w banku.

Popełniłem niestety przy okazji błąd. Co prawda na swojej kopii wniosku o likwidację miałem stempel z datą, nie wpisałem jednak daty na wniosku, który dostał bank. O efektach tego niedopatrzenia za moment.

Tymczasem stwierdziłem, że skoro likwidują mi konto, to może uda się atomowo przeprowadzić operację "zamknięcie konta + przelanie środków". Nic podobnego. Pani zakomunikowała, że może mi pieniądze wypłacić na miejscu. Mogę też dokonać przelewu za 8 PLN. Nie będąc świadomym tego, że przez miesięczny okres wypowiedzenia będę dysponował panelem internetowym i będę mógł sam wykonać przelew, zgodziłem się na potrącenie mi tych 8 PLN i wyzerowanie konta. Jak się później okazało pani w banku nie umie liczyć, bo konto nie zostało opróżnione do zera, troszkę zostało. Na kilka bułek, gdybym zgłodniał wieczorem.

To zabawne, tym bardziej że pani pogroziła, że jeśli konto w dniu próby jego zamknięcia nie będzie wyzerowane, to nie zostanie zamknięte. I tym samym dojdą nowe problemy.

Oczekiwanie

Po miesiącu konto nadal nie było zamknięte, więc zadzwoniłem kilka razy na infolinię, żeby dowiedzieć się, co jest grane. Przy okazji okazało się, że bank w międzyczasie zaczął potrącać 35 groszy za kody jednorazowe wysyłane SMSem. Nie udało mi się natomiast ustalić przy pomocy infolinii, czy BPH nie raczy mi przez ten miesiąc naliczyć jakichś opłat albo czy w ostatniej chwili nie wyliczy jakichś odsetek i tym samym uniemożliwi zamknięcie konta.

Okazało się również, że w systemie rzekoma data złożenia wniosku o likwidację konta jest odległa o dwa tygodnie od daty, którą mam na swojej kopii wniosku.

Ten porządek w dokumentach skłonił mnie do kolejnych odwiedzin w placówce. Zapytałem panią, czy mogłaby mi wydrukować jakieś potwierdzenie z systemu. Pani zaczęła od odpalenia arkusza w Excelu, który udostępniony był po SMB w sieci lokalnej. To już była kupa radości. Ale brnąłem dalej. Pani sprawdziła jeszcze w jednym z systemów, których w BPH dostatek (webowy, niebieski dosopodobny i nie wiadomo, co jeszcze). No i tu się pojawia kwestia wydruku z tego systemu. Ostatecznie pani wybrała następującą procedurę:

  1. Wyrównujemy suwakiem okna Internet Explorera zakres treści
  2. Wciskamy Print Screen na klawiaturze
  3. Dziwimy się, że się nie wydrukowało
  4. Otwieramy Worda
  5. Wklejamy schowek do Worda
  6. Drukujemy
Coś pięknego. Na wniosku kupa fajnych rzeczy, ale brak stwierdzenia, że któryś z kodów oznacza wniosek o likwidację czegokolwiek. Wśród adnotacji coś, że się nie kwalifikuję do czegoś tam. Też mi nowina, WKU już mi to wcześniej powiedziało.

Finisz

Mniej więcej po miesiącu od daty, którą miała w notatniku Szkolna Kasa Oszczędnościowa, konto zniknęło z panelu internetowego. No i pojawiła się kwestia. Skoro nie mam już konta, to dlaczego mam jeszcze dostęp do panelu? Pani na infolinii nie była mi w stanie odpowiedzieć z całą pewnością, bo z jakiegoś powodu nie mogła sprawdzić, czy mam produkty inwestycyjne. Ostatecznie stwierdziła, że to błąd banku. Poszedłem więc po raz trzeci do placówki i poprosiłem o odcięcie mi dostępu do panelu. Teraz poczekam. Jeśli przez najbliższy rok nie przyjdzie żadne żądanie zapłaty, uznam, że bankowi wreszcie udało się zamknąć konto.

Bardzo Piękna Historia.

Przy okazji dodam, że heurystyka w banku ING dotycząca kwalifikacji "przelew fajny/przelew podejrzany" jest dużą ciekawostką. Bo jak wszyscy wiedzą -- najlepsze bezpieczeństwo uzyskuje się poprzez utajnienie algorytmu (najlepiej własnej produkcji).

środa, 13 października 2010

Pomoc, Dźwigowa

Wyjątkowo telewizja nie kłamie. To, co dzieje się teraz podczas prób ucieczki z Ursusa to tortura. 189 z objazdem nie wiadomo po co wokół PKP Włochy, magicznie zamieniający się w 189 na Sadybę podczas kilkusekundowego postoju. 129 nie jeździ, bo nie przedostałby się pod wiaduktem. Z-9 to jakiś ponury żart. Wydostać się rano przez Popularną? Nie ma co próbować bez maszynki do golenia. SKMek na PKP Włochy nie widać. Same KM, wszystkie zapchane. Wersję obrazkową zapewnia TVN Warszawa w swoich dwóch reportażach.

No to teraz można czekać na zakończenie jednoczesnych prac na Dźwigowej, na torowiskach i przy estakadzie przy wylocie z Kleszczowej...

środa, 21 lipca 2010

Pole Mokotowskie z wysypiskiem śmieci w tle

To już 6 lat jak mieszkam w warszawskim akademiku Politechniki. W pobliżu znajduje się całkiem ładny i duży park zwany Polem Mokotowskim (nie "Polami Mokotowskimi"). Niestety jego część stanowi teren MPO, czyli tych ludzi, którzy wożą śmieci. Tak się składa, że oficjalnie jest to baza MPO. Nieoficjalnie smród w okolicy jest ciężki. Szczególnie w ciepłe dni po deszczu. Chmura odoru niesie się kilkaset metrów. Napisałem więc do MPO i Urzędu Miasta z zapytaniem, co oni na to. List brzmiał tak:

Witam,

piszę, ponieważ ręce mi już opadają. Co roku z terenu MPO na Polu Mokotowskim dobywa się nieprzyjemny zapach. Niestety w tym roku, gdy często po dniu deszczowym, następuje dzień słoneczny i ciepły, to coś składowane na w/w terenie gnije wyjątkowo dobrze, a smród staje się nie do zniesienia. Teren śmierdzi jak pospolite wysypisko śmieci. Mało tego, że ciężko przejść czy przejechać główną alejką bez odruchu wymiotnego, to gdy wiatr jest "sprzyjający", woń czuć w okolicach ul. Waryńskiego.

Chciałbym wiedzieć, czy nie martwi UM, że tarzają się w tej zupie dzikie zwierzęta i roznoszą nie wiadomo co po okolicy. Co z wodami gruntowymi? Czy nie jest przypadkiem tak, że ekstrakt z odpadów trafia wraz z wodą do licznych zbiorników wodnych w parku?

Chciałbym wiedzieć, czy UM zamierza coś z tym zrobić, czy skończy się tradycyjnie na obietnicach.

Żeby docenić ten fetor, polecam udać się w cieplejszy dzień na Pole Mokotowskie. Ekstremalne doznania gwarantowane.

I wbrew mym oczekiwaniom doczekałem się dwóch odpowiedzi. Od MPO:

Szanowny Panie,

Dziękuję za maila. Uprzejmie informuję, że zgodnie z uchwalonym przez Radę Miasta Stołecznego Warszawy planem zagospodarowania przestrzennego Pola Mokotowskiego z dnia 18 czerwca 2009 r. nr LVII/1706/2009 r., na mocy którego ustalono ukształtowanie terenu przy ul. Niepodległości 213, jako zespołu terenów parkowych, zieleni urządzonej oraz towarzyszących obiektów sportowych i usługowych oraz mając na uwadze fakt, że jest to teren rekreacyjny, Spółka podejmuje działania w zakresie przeniesia swojego Zakładu z tego terenu. Jesteśmy w trakcie pozyskiwania nowego terenu do realizacji zadań w zakresie zimowego i letniego oczyszczania miasta. Chcemy, aby przeniesienie nastąpiło jak najszybciej.

W przypadku dodatkowych pytań służę pomocą.

Oraz od Urzędu Miasta:

OŚ-II-GCI-0717/22-1/10
Warszawa, dnia 20 lipca 2010 r.

Dot. maila z dnia 20 czerwca 2010 r. w sprawie uciążliwości zapachowych odczuwanych w okolicy Pola Mokotowskiego.

W nawiązaniu do ww. maila, Biuro Ochrony Środowiska informuje, że Pana skarga przekazana została do Miejskiego Przedsiębiorstwa Oczyszczania w m.st. Warszawie Sp. z o.o. oraz do Biura Nadzoru Właścicielskiego Urzędu m.st. Warszawy, sprawującego nadzór nad tym przedsiębiorstwem, z prośbą o ustosunkowanie do stawianych zarzutów.

W dniu 7 lipca 2010 r. MPO Sp. z o.o. złożyło wyjaśnienie, że nastąpiło czasowe, nieplanowane nagromadzenie odpadów komunalnych na terenie Dzielnicowego Zakładu Oczyszczania Z-2 przy al. Niepodległości 213, w wyniku blokady dojazdu na składowisko „Łubna”, przez jedną z organizacji ekologicznych.

Ponadto, składając powyższe wyjaśnienie Spółka poinformowała, że podjęła w  trybie pilnym działania zmierzające do zapewnienia alternatywnych miejsc zagospodarowania odpadów i zawarła umowę na ich wywóz. Do czasu wywiezienia wszystkich nagromadzonych odpadów, stosowane są środki usuwające niepożądane zapachy, jednak panujące od pewnego czasu wysokie temperatury mogą powodować w ograniczonym czasie ich mniejszą skuteczność.

Jednocześnie informuję, że Zarząd Spółki podjął działania w celu znalezienia nieruchomości na terenie Warszawy, na którą przeniesiona zostanie działalność Dzielnicowego Zakładu Oczyszczania Z-2 przy al. Niepodległości 213. Zgodnie z oświadczeniem Biura Nadzoru Właścicielskiego, pozytywne rozstrzygnięcia w tej kwestii powinny zapaść w najbliższych miesiącach.

Czyli wreszcie oficjalnie wynika z pisma, że odpady bywają na tym terenie, a nie jest to jedynie parking. Zobaczymy, czy w ciągu najbliższych miesięcy rzeczywiście MPO pożegna się z terenem, czy też może znów przeszkodzą ekologiczni partyzanci stacjonujący gdzieś tu w okolicy.